"Doszliśmy na rynku pracy do ściany"

"Doszliśmy na rynku pracy do ściany". Jest najgorzej od 2009 roku [Raport]

 

40 proc. polskich średnich i dużych firm informuje, że brakuje odpowiednio wykwalifikowanych kandydatów do pracy. W kolejnych latach ten problem może się pogłębić co  wynika z raportu firmy doradczej Grant Thornton.

Rynek pracy w Polsce zatyka się, bezrobocie jest na najniższym poziomie od ćwierćwiecza. Patrząc na oficjalne dane liczbowe osób zarejestrowanych w Urzędach pracy, okazuje się, że jest sześć województw, gdzie stopa ta przekracza 10 proc. Najgorzej jest w warmińsko-mazurskim, gdzie oficjalnie bezrobocie wynosi 13,9 proc (dane z sierpnia 2016).

Jednak trzeba zaznaczyć, że spora część tych danych nie jest prawdziwa. Gdyż, mniej więcej jedna trzecia osób rarejestruje się wyłącznie z chęci otrzymania ubezpieczenia zdrowotnego albo innych bonusów, do których uprawnia status bezrobotnego (na przykład rzeczowa pomoc społeczna).

Można powiedzieć, że realna stopa bezrobocia liczona na podstawie deklaratywnej gotowości do pracy, wynosi dziś 6,2 proc. (dane za II kwartał). Znajdujemy się blisko tzw. naturalnej stopy bezrobocia. W ostatnich dwóch latach pracodawcy wyciągneli z rynku pracy, kogo się dało i nawet tam, gdzie bezrobocie jest dosyć wysokie (na Warmii i Mazurach realne bezrobocie wynosiło w II kwartale 8,2 proc., na Podkarpaciu zaś - 9,8 proc.) o znalezienie nowych pracowników jest bardzo trudno, a firmy ciągle chcą zatrudniać .

Potwierdzają to najnowsze badania firmy doradczej Grant Thornton. Przebadała ona przedsiębiorców z 36 krajów, m.in. pod kątem trudności z rekrutowaniem nowych pracowników. Okazało się, że aż 40 proc. pytanych polskich firm uznało to za "dużą" bądź "bardzo dużą" barierę w rozwoju. To największy odsetek od 2009 roku, od kiedy badanie to jest prowadzone w Polsce.

W Polsce kuleje edukacja zawodowa

Rekruterzy mówią: trudno zrekrutować nawet osoby bez kwalifikacji. A takich, którzy znają rysunek techniczny, mają uprawnienia operatorów wózków widłowych czy potrafią obsługiwać maszyny cyfrowe, to już i spod ziemi wykopać trudno. Przyczyna? Od lat mamy zapaść w szkolnictwie zawodowym.

By nabrać pewności do takiej diagnozy, wystarczy przyjrzeć się wynikom badania Grant Thornton w innych krajach. Polska jest pod względem braku rąk do pracy czwarta po państwach bałtyckich. Tam przyczyna tkwi w znacznie większej skali emigracji (w stosunku do wielkości rynku pracy na saksy wyjechało znacznie więcej obywateli). Najłatwiejsze rekrutacje są w państwach południa Europy - w Hiszpanii i Holandii tylko12 proc. firm zgłasza takie trudności. Ale tam kryzys spowodował mocny wzrost bezrobocia.

Możemy się jednak zdziwić, gdy spojrzymy na Niemcy - kraj, w którym stopa bezrobocia jest jedna z najniższych w Europie (4,2 proc. w lipcu), gdzie gospodarka kręci się względnie szybko, a problemy ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników zgłasza 13 proc. pytanych dużych i średnich firm.

Brak kwalifikacji

- Polska od samego początku transformacji ustrojowej cierpi na uciążliwą chorobę zwaną strukturalnym niedopasowaniem kwalifikacji pracowników do potrzeb rynku pracy. Chętnych do pracy jest wielu, ale ich kwalifikacje często nie spełniają oczekiwań pracodawców. Dlatego zawsze, nawet w okresach spowolnienia gospodarczego, polskie firmy mają kłopoty ze znalezieniem odpowiednich kandydatów do pracy, a teraz, kiedy gospodarka radzi sobie dość dobrze, ten problem się dodatkowo nasila - komentuje te wyniki Monika Smulewicz, dyrektor zarządzająca Grant Thornton.

Problemy pracodawców nie będą słabły. Na drodze stoi demografia i starzenie się społeczeństwa. - Doszliśmy na rynku pracy do ściany i - o ile gospodarka nie wpadnie w jakiś potężny kryzys - problem braku wykwalifikowanych kadr prawdopodobnie stanie się stałą, niedającą o sobie zapomnieć barierą - mówi Smulewicz.

Badanie ankietowe prowadzono wśród 10 tys. właścicieli i menedżerów średnich i dużych firm. Badanie obejmuje 36 krajów świata, w tym Polskę, gdzie badanych jest 200 firm

źródło: www.http://wyborcza.biz